Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro

Literacka Nagroda Nobla 2017 została przyznana Kazuo Ishiguro, Brytyjczykowi japońskiego pochodzenia. I jak co roku o tej porze rozgorzała dyskusja „słusznie czy niesłusznie”. Sama nie czytałam ani jednej książki noblisty, więc żeby nie być taką ostatnią postanowiłam to szybko nadrobić. Kilka recenzji dalej wiedziałam, że zacznę od „Okruchów dnia”, powieści za którą Ishiguro otrzymał Nagrodę Bookera w 1989 roku.

„Okruchy dnia” to opowieść Stevensa, kamerdynera, którą snuje podczas swojej samochodowej podróży. Jego rozważania dotyczą sedna bycia kamerdynerem. Według niego to osoba o nieposzlakowanej opinii, która nie traktuje bycia kamerdynerem jak pracy, tylko jak służbę w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Z jego historii wyłania się człowiek, który czuje powołanie i to dzięki powołaniu jest tak oddany pracodawcy, praca to całe jego życie.
Ishigura zręcznie żongluje emocjami sprawiając raz za razem, że rozumiałam Stevensa, to znów nie rozumiałam. Przez całą opowieść targały mną emocje związane z postępowaniem kamerdynera. Wspomina on stare czasu, kiedy był u szczytu kariery zawodowej, swoich współpracowników, a także dostojnych gości odwiedzających Darlington Hall. Z każdą kolejną historią coraz bardziej zastanawiałam się czy bardziej lubię Stevensa, czy może bardziej wkurza mnie ten zaślepiony lojalnością gość.

Kilka miesięcy temu czytałam „Rezydencję. Sekretne życie Białego Domu” Kate Andersen Brower, która wykonała niesamowitą pracę spisując wspomnienia pracowników najsłynniejszego domu świata. Już wtedy zaciekawiło mnie to jakim człowiekiem trzeba być, aby pełnić tego rodzaju służbę. Stevens jest według mnie aż za bardzo oddany, za bardzo posłuszny i za bardzo… wyniosły, ale zapewne taki zamiar miał Ishiguro. Wyrazisty bohater jest na wagę złota, a to się pisarzowi udało.

„Okruchy dnia” proste w swej formie, bez wartkiej akcji i skomplikowanych zagadek skłaniają do refleksji jeszcze podczas czytania. Co mnie denerwowało? Postępowanie Stevensa. Czy byłabym skłonna do takiego poświęcenia? Nie, może dlatego. Ale rozumiem, że innych może to uszczęśliwiać.

Powinnam wziąć teraz udział w dyskusji „Słusznie czy niesłusznie dostał Nobla?”. A może nie powinnam? Na podstawie jednej książki ciężko wyrobić sobie zdanie, nawet jeżeli podobała mi się tak bardzo jak „Okruchy dnia”. Murakamiego znam bardzo dobrze, zaczytywałam się w nim jeszcze na studiach. Margaret Atwood poznałam w tym roku, o czym pisałam tutaj. Mój wniosek jest prosty – dobrze, że dostał. Jeśli Nobel sprawi, że więcej ludzi przeczyta chociaż jedną książkę autora (jak ja), to dobrze, że dostał.

Tymczasem… idę czytać, bo w jesienny deszczowy wieczór nie wypada nic innego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s