KLASYKA LITERATURY: VILLETTE – CHARLOTTE BRONTË

Klasyka literatury światowej to projekt, który postanowiłam realizować na początku tego roku. Jak mi idzie? „Villette” to druga książka w tym cyklu, więc tempo nie jest zatrważające. Ale nie o tempo tu chodzi, tylko o poszerzanie horyzontów.

Znajomość z Charlotte Brontë zaczęłam od jej ostatniej książki, od „Villette”. To opowieść o młodej Angielce, Lucy Snow, która straciła wszystko: rodzinę, dom, majątek, schronienie u matki chrzestnej i pracę opiekunki. Te wszystkie wydarzenia skłaniają spokojną, wyważoną Lucy do desperackiego kroku. Wyrusza ona w podróż do Francji na pokładzie statku z nadzieją na lepsze życie, z nadzieją na to, że wreszcie wszystko będzie zależało od niej.

Jeśli życie ma być walką, to moim przeznaczeniem było toczyć ją w pojedynkę.

Młoda kobieta, cudzoziemka, Angielka, nie ma łatwo, ale spotyka na swojej drodze dobre dusze, jak mężczyzna, który prowadzi ją na stancję Madame Beck przy Rue Fossette. Historia jest mocno przewidywalna, posada nauczycielki w zakładzie wychowawczym odmieni życie dziewczyny, ale wydarzenia, które będą miały miejsce po drodze wcale na to nie wskazują.

Zabawny, hałaśliwy, pełen pustoty światek zaludniał szkołę Madame Beck: uczyniono tu wszystko, aby kwiatami zamaskować ogniwa łańcuchów niewoli, krępującej swobodę wychowanek. Subtelny duch papizmu przenikał wszystko: jako przeciwwagę nakładanych na dziewczęta silnych hamulców zgadzano się stosować większą pobłażliwość w zadowalaniu ich potrzeb zmysłowych (o ile można tak się wyrazić).

Z przedmowy autorstwa Eryka Ostrowskiego (eksperta od sióstr Brontë) dowiedziałam się, że powieść naszpikowana jest wątkami autobiograficznymi. Wiedząc, że Villette jest wzorowane na Brukseli, a Charlotte Brontë przeżyła tam zauroczenie pewnym profesorem czytało mi się bardzo dobrze. Na każdym kroku zastanawiałam się czy Lucy postępuje tak jak Charlotte. I choć Lucy Snow była tak bierna, tak spokojna i momentami tak wkurzająca swoim brakiem elastyczności całość bardzo do siebie pasowała.

Ja, na przykład, zmuszona byłam szukać schronienia w ogrodzie. Przez cały dzień przechadzałam się tam lub przesiadywałam samotnie, grzejąc się w blaskach słońca, znajdując miły cień pośród drzew. Za jedyne towarzystwo miałam własne myśli, które mi wystarczały. Dobrze pamiętam, że tego dnia nie zamieniłam nawet dwóch zdań z żadną żywą duszą, samotność nie ciążyła mi jednak. Byłam rada spokojowi, jaki mnie otaczał.

Brontë otoczyła Lucy Snow postaciami o skrajnych charakterach. Tylko czy wszyscy są tacy, jakimi ich widzimy oczami wyobraźni?

Morał? Nie odkładajcie niczego na później… Później może nie nadejść.

Poprzednią książką, którą zaliczam do cyklu „klasyka literatury” był „Sen nocy letniej” William’a Shakespeare’a o którym więcej tutaj.

Tymczasem idę czytać Małeckiego. Jakuba Małeckiego.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “KLASYKA LITERATURY: VILLETTE – CHARLOTTE BRONTË

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s